Illdonezja

Temat: nad / w / na wodzie! bo to: lato, wakacje i urlopy
Popaye, po prostu kochasz Mazury, tyle co wrociles (z lekka "poturbowany"), a
juz nostalgia. Nie watpie w wartosc wypoczynku na, pod, w, przy H2O i w
unikalnosc Mazur. Ja bylam na Mazurach dwa razy, raz nad Beldanami ze szkoly
na obozie zeglarskim, a raz w tajemnicy przed rodzicami kajakiem z moim
przyszlym mezem. Do dzisiaj nie wiem, dlaczego nie utopilismy sie kiedy prawie
o polnocy plynelismy przez jezioro Talty i zerwala sie burza. Potem byl splyw
Czarna Hancza i Suwalszczyzna z przyczepa i smieszna lodzia - juz z rodzina.
Tam tez pieknie. To cale moje doswiadczenie wodniackie. Nie ryzykowalabym
stwierdzenia, ze woda przede wszystkim. Na ten przyklad Wodnikowstwo, i nie oni
jedni, kochaja Tatry.
Moze inni napisza co najbardziej lubia robic na wakacjach i przebywanie w
jakich "swiatach" daje im najwiecej przyjemnosci.
Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,25794,44780138,44780138,nad_w_na_wodzie_bo_to_lato_wakacje_i_urlopy.html



Temat: Harcerskie lato
Harcerskie lato
Są jeszcze wolne miejsca na obozach organizowanych przez Komendę Hufca
ZHP "Podlasie" w Siedlcach nad jeziorem Bełdany k. Iznoty.
Miejsce obozowiska – Flosek znajduje się ok. 6 km od Mikołajek i 10 od
Rucianego Nidy.

W programie każdego z obozów zaplanowano wędrówki do ciekawych miejsc, gry
i zabawy sportowe, zajęcia ogólnorozwojowe oraz harcerskie. Obozowisko dyspo-
nuje też bezpiecznym kąpieliskiem.

Uczestnikami obozów opiekować się będą doświadczeni instruktorzy, zapewnione
też będzie całodzienne wyżywienie i opieka medyczna, a atrakcją będzie także
zakwaterowanie w wojskowych namiotach.

Pierwszy dwutygodniowy turnus trwać będzie od 4 do 18 lipca, drugi od 18 do
31 lipca.

Informacje i zapisy na obozy harcerskie przyjmowane są do 20 czerwca w
Komendzie Hufca ZHP w Siedlcach, na ul. Warszawskiej 3, tel. 632 65 70, w
godz. 16.00 do 18.00.

www.radiopodlasie.pl/index.php?show_info=2036&news_cat=1&PHPSESSID=0e01b7e055dfc01d167670d2e46c2a11
Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,262,24529784,24529784,Harcerskie_lato.html


Temat: na dziko czy w marinie?
ortodox napisał:

> No wiesz, jak nocujesz na dziko i nie masz chemicznej, to chyba nie masz
> innego wyjścia jak saperką. Nie każdy może wstrzymywać kilka godzin i czekać
> do jakiejś knajpy czy portu.

Pływam z reguły samotnie i mniej więcej wiem kiedy będę "musiał". Unikam rzecz
jasna potraw w rodzaju bigosidło z podłej knajpy (może odgrzewane, z zeszłego
tygodnia?) czy nawet frytki, często na przesmażonym oleju. I nie muszę
konsultować z resztą załogi "Poczekajmy jeszcze z godzinę, tam we "Wiosce" taka
kolejka... Rzcz jasna saperkę wożę, ale jak dotąd użyłem jej do "wstydliwych" ;-
) celów tylko raz, podczas pierwszego spływu Pisą, gdy nie znałem akwenu, a do
tego jeszcze wiarołomny załogant zostawił mnie samego gdy tylko zaczął nawalać
Salut. Kiepsko się spływa samemu pod silny przeciwny wiatr gdy silnik nie ma
sprzęgła, stąd nie wiedziałem kiedy zdołam powrócić do "cywilizacji", choćby w
postaci Nowogrodu. W ub. roku również przydała się saperka - właśnie do
pogłębienia kawałka Ublickiej Strugi, między Wojnowem a Ublikiem Wielkim.
Polecam :-)
Największy problem stwarzają zorganizowane obozy. Tam nie tylko jest "zero
dyskusji" gdzie dziś stoimy, ale w dodatku ludzie się mniej znają i mniej sobie
ufają. Może dlatego w roku 2003 gdy napotkałem biwak "Róży Wiatrów" na kilku
Tangach 730S i paru "koromysłach" przyuważyłem jak ktoś przemyka się w krzaczki
z rolką papieru pod pachą? Saperki nie miał, może był bardzo wstydliwy, a
przecież saperki nie da się tak łatwo ukryć pod pachą? Uważam że takie obozy
powinny pływać na jachtach z chemicznymi WC, albo nocować tylko w morinie.

> Rzecz w tym, żeby robić to z kulturą, nie niszczyć ściółki i roślinności.
> Zawsze znajdzie się w najbliższej okolicy kawałek nieużytku i tam trzeba
> dziurę kopać, solidną, odpowiednio głęboką ...

Ano. Tyle że łatwo jest znaleźć odpowiednie miejsce gdzieś nad odludnym
Buwełnem, czy choćby Nidzkim na wschód od Czapli, ale już nie nad Bełdanami,
Mikołajskiem czy Kuli. Tam niejednokrotnie "saperzy"... odkopują czyjeś "miny".

> Tak załatwiona potrzeba, to mniejsza strata dla środowiska niż chemiczne wc,
> z którego i tak gdzieś w końcu do natury trafi, razem z tą chemią.

Z tego co wiem jest to nie tyle chemia, co enzymy analogiczne do tych jakie
wytwarzają drobnoustroje odpowiedzialne za naturalną utylizację nieczystości.
Rozciueńczone i poddane rozkładowi np. w oczyszczalni ścieków (a te na Mazurach
stają się normą, przykładem może być giżycka oczyszczalnia nad Niegocinem)
znikają bez śladu.
Nie jest tak niestety gdy skoncentrowaną zawartośc chemicznej toalety wyleje
się do jeziora lub pod drzewo, zwłaszcza blisko brzegu. Njprościej jest wylać
ją do pierwszego napotkanego Toi-Toja, to też toaleta chemiczna tyle że
odpowiednio większa.

> Co do ogniska, to też jest sprawa kultury. Pomijam tu względy bezpieczeństwa
> w czasie suszy i przepisów leśnych, bo to sprawa na osobne omówienie, ale
> można zrobić ognisko, które zadowoli żeglarza bez zbędnego niszczenie
> środowiska i przyrody

Znów z wnikliwym uwzględnieniem warunków. Jeśli jest to skrawek ziemi z
wyjedzonymi i wydeptanymi przez krowy, wypalonymi słońcem resztkami
roślinności, to ognisko (zwłaszcza palone na miejscu poprzedniego) znaczącej
szkody nie uczyni. Ale ziemia pokryta bujną trawą pełną kwiatów, w dodatku w
bezpośrednim sąsiedztwie płytko usyrtuowanych korzeni drzew?
No i warto sobie uświadomić jak straszliwy kataklizm, gorszy nawet od pożaru
lasu można sprowadzić rozpalając ogień na torfowisku.

> ( pomijając dym).

Taka ciekawostka: wbrew gazetowej propagandzie to spalanie drewna a nie
większości tworzyw sztucznych (z wyjątkiem tych zawierających chlor, jak PCV,
neopren, czy powłoki farb chlorokauczukowych) jest głównym źródłem straszliwie
trujących dioxyn! Tyle że w ilościach tak znikomych (z wyjątkiem owych
wysczególnionych tworzyw) że nie dawajmy się zwariować. Spalenie podartej
reklamówki z polietylenu czy nawet butelki z PET nie jest żadną
szczególną "zbrodnią". Na pewno mniejszą niż zakopanie tego w ziemi.

> Zawsze korzystam z chrustu, nigdy nie wycinam drzew.

Na żeglarskim forum Onetu pewna sympatyczna bywalczyni nidzkich bindug
narzekała na podtatusiałych facetów którzy nie mogąc już znaleźć chrustu
wyzbieranego do cna w okolicach takich "kombinatów campingowych" jak Bobrowa
czy Drapacz bez żenady zabierają się za wycinkę zielonych drzew :-(( Bo
przecież im NALEŻY się możliwość rozpalenia ogniska. Może uważają że winę
ponosi leśniczy który drewna na czas nie dowiózł?

> Zawsze jest to niewielkie ognisko, takie żeby była atmosfera

Tymczasem w sierpniwym (czy lipcowym?) nrze "Żagli" kpt. Krzysztof "Benek"
Bieńkowski piętnował załogę "osmiometrowego koromysła" która nie dość że
zacumowała do chronionej wyspy na Kisajnie, to jeszcze rozpaliła "stos drewna"
z płomieniami straelającymi na dwa metry w górę. I to w majowy weekend, wiosną
podczas sezonu lęgowego ptaków!!! :-(((

> i można było kiełbaskę podsmażyć.

Akurat jestem w tej komfortowej sytuacji że kiełbasek i innej chabaniny nie
jadam (tylko ryby). Zawsze tak łatwiej ustrzec się przed zatruciem salmonellą
czy inną botuliną, w dodatku gdy do szpitala daleko. Muchomory czerwonawe (nie
mylić z czerwonymi) z jakich usmażyłem sobie parę lat temu "schaboszczaki" nad
Niegocinem absolutnie mi nie zaszkodziły: dobrze rozpoznałem jaalny gatunek
muchomora :-)

> Można więc, moim zdaniem palić, ale tylko przy zachowaniu szczególnych
> warunków ostrożności i kultury.

Pełna zgoda. Tylo o ową kulturę trudno :-((

> Leżały ładne szczapy, gotowe do podpalenia, miejsce przygotowane na
> Ognisko wiec nie wiele się zastanawiając rozpalamy ... gdzieś po godzinie
> przychodzi bosman i żąda 30zł za rozpalenie ogniska, za cumowanie 12zł, a za
> ognisko w porcie 30zł, choć w cenniku takiej usługi nie było.

Ha! Gdybym odłożył szczapy na bok (może ktoś je przywiózł dla siebie i musiał
na jakiś czas się nagle oddalić?) i nazbierał własnego chrustu, to pewnie bym
się targował, zwłascza ze względu na brak pozycji w cenniku. Nie ruszałbym tego
co nie moje. Ale w opisanej sytuacji postawa bosmana wcale mnie nie dziwi.

Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,10024,47281168,47281168,na_dziko_czy_w_marinie_.html




Szablon by Sliffka (© Illdonezja)